czwartek, 01 października 2009 11:53
Piotr Kaźmierczak
Wywiad

Ktoś powiedział, że archeolog to człowiek, który szuka w gruncie rzeczy. A czego tam szuka? W gruncie rzeczy archeolog szuka dowodów na potwierdzenie swoich hipotez. Czasem szuka na podstawie dokumentów historycznych i wiarygodnych przekazów, a czasem, tak jak odkrywca Troi, Heinrich Schliemann, na podstawie czegoś, co wszyscy wokół uważają za literacką fikcję.
Schliemanna zafascynowała podobno rycina płonącej Troi w książce, którą dostał od ojca na Boże Narodzenie. A Panią? Ja – można powiedzieć – byłam na archeologię skazana. Kontynuuję po prostu rodzinną tradycję. Mój ojciec prowadził prace wykopaliskowe na Ostrowie Tumskim we Wrocławiu, w Biskupinie i Gnieźnie. Przez nasz dom przewijało się mnóstwo ludzi i wszyscy mówili o wykopaliskach. Była w tym jakaś fascynująca tajemnica, która mnie urzekła. Już jako dziecko pomagałam w pracach wykopaliskowych swojemu ojcu.
Wykopaliska na Ostrowie Tumskim budzą powszechną ciekawość. To dość rzadkie w przypadku prac archeologicznych. To prawda. Jednak najczęściej prace wykopaliskowe dotyczą tak wąskiego i mało znanego okresu historii, że odkrycia elektryzują, a i to nie zawsze, jedynie grono specjalistów. Z Ostrowem jest inaczej. Początki państwa polskiego, Mieszko I, chrzest Polski, to prawie wszyscy znają ze szkoły. To jest uchwytna dla każdego historia. Do tego prowadzimy prace nie na jakimś odludziu, ale prawie w centrum miasta. Sensacja na wyciągnięcie ręki. To przyciąga turystów. I ja przyznam, że czasami jest to męczące, czasami chciałabym, żeby było spokojniej. Z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że my tych odkryć nie dokonujemy dla siebie.
piątek, 02 października 2009 15:06
Damian Nowak
Na weekend

Gniezno od Anastazewa dzieli niespełna 40 kilometrów. Samochodem to niewiele ponad pół godziny drogi. Rowerem niecałe dwie. Można też przejechać tę trasę kolejką wąskotorową. Ale to już zupełnie inna podróż.
Te tory pamiętają jeszcze schyłek XIX wieku, a wagony mają za sobą służbę w wojsku pruskim, niemieckim i polskim. Na tej trasie pomiędzy Powidzem i Anastazewem znajdowało się przejście graniczne do Królestwa Polskiego. Z tej kolejki korzystali też powstańcy wielkopolscy. Zanim na wąskim torze pojawili się turyści, małe parowozy brały udział w kampaniach cukrowniczych, a do wagonów ładowano węgiel i nawozy sztuczne.
Dwie godziny spędzone na twardych drewnianych ławkach uczą cierpliwości. Maksymalną prędkość kolejka osiąga po mniej więcej dwóch minutach jazdy. Trzęsąc się mknie wtedy po torach z szybkością dwudziestu pięciu kilometrów na godzinę. Wtedy też przestają dziwić punkty regulaminu umieszczonego przy drzwiach wagonów.

Kościoły są najczęściej zabytkami odwiedzanymi nie tylko przez wiernych, ale i przez turystów. Są też jednak świątynie, które są jedynie problemem.
Ponad niskimi domami ciągnącymi się po obu stronach rynku w Połajewie górują dwie budowle. Pierwsza, to późnobarokowy kościół pod wezwaniem świętego Michała Archanioła, który jest najcenniejszym zabytkiem wsi leżącej przy drodze z Poznania do Czarnkowa. Druga, to kościół neogotycki wzniesiony przez ewangelików w połowie XIX wieku. Jadąc od strony Poznania trudno nie zauważyć odcinającej się od czerwonych cegieł jaskrawożółtej tablicy z napisem „na sprzedaż”. Po wojnie, kiedy niemieccy ewangelicy uciekli z Połajewa, kościół został przekazany w dzierżawę spółdzielniom gminnym. Praktycznie z dnia na dzień miejsce odwiedzane przez wiernych zamieniło się w skład paszy i nawozów sztucznych.
poniedziałek, 05 października 2009 08:33
Marcin Zakrzewski
Podróże

Jeśli sunęliście kiedykolwiek rowerem po stromym zboczu wulkanicznej góry wyasfaltowaną serpentyną, wzdłuż drewnianych barierek wysokich na jakieś trzydzieści centymetrów, z prędkością 70 kilometrów na godzinę; pęd powietrza zatykał wam uszy, a pot lał się po karku strumieniami to znaczy, że wiecie na czym polega prawdziwa jazda na rowerze; jeżeli nigdy nie doznaliście podobnego wrażenia, musicie koniecznie spróbować.
Dzika przyroda, góry, czerwone wulkaniczne skały schodzące wprost do błękitnego morza, palące, piekielnie jasne słońce – to firmowe atrybuty Korsyki. Mało jest miejsc w Europie równie niezwykłych, równie pięknych, zachwycających, urokliwych. Nie sposób tego wszystkiego opisać, nie tracąc przy tym sporej cząstki realnego, wzrokowego wrażenia. Widoki, które tam zobaczycie pozostaną z wami na bardzo długo. Dodatkowy argument na rzecz Korsyki i trudny do przecenienia, a który niemal jako pierwszy przychodzi do głowy to pustka – niemal idealny brak ludzi, przynajmniej w zestawieniu z przepełnionymi, przeludnionymi kurortami Europy. Jeśli potrzebujecie wyciszenia, odrobiny spokoju, ciszy, jeśli interesuje was po prostu jazda na rowerze w gronie wypróbowanych przyjaciół i znajomych, w oprawie najwspanialszych widoków – Korsyka jest miejscem idealnym.

Piękne kobiety zawsze budzą duże emocje – te najpiękniejsze tym bardziej! Okazją, która gromadzi najzagorzalszych wielbicieli kobiecego piękna jest, nieodmiennie, wybór najpiękniejszej kobiety naszego globu, odbywający się co roku z wielką pompą w najurokliwszych zakątkach świata. Tegoroczna edycja konkursu Miss Universe odbywała się na Bahamach; wzięły w niej udział 84 dziewczyny, spośród których została wyłoniona ta jedna, jedyna i najpiękniejsza – zdaniem jurorów – kobieta na Ziemi. W tym roku została nią reprezentantka Wenezueli, Stefania Fernandez. Miss Universe to jednak nie tylko dwie godziny widowiska, które oglądamy na telewizyjnym ekranie. To ogromne przedsięwzięcie, które gromadzi najlepszych z najlepszych, śmietankę fachowców ze wszystkich tych dziedzin, które są powiązane z organizacją i przebiegiem wyborów Miss Universe. Nie może zabraknąć wśród nich tych, którzy przyczyniają się w szczególny sposób do tego, by uroda finalistek świeciła pełnym blaskiem – fachowców, którzy zajmują się makijażem....
|
|